To nuda, nuda, nuda
6 maj 2008
Miejski folklor doskonale pasuje do miejskiego psa. Punk nie kocha zimy, kiedy jego małe łapy zapadają się w śniegu. Z latem też są problemy - skrócona przegroda nosowa robi swoje, upały utrudniają oddychanie, speszeni przechodnie z odrazą obserwują pysk ociekający śliną. Więc jest dobrze, tak, jak jest, temperatura umiarkowana, koci temperament odradza podejmowanie gwałtownych ruchów. Znudzony Pank wyleguje się na balkonie, obserwując wymarłe z okazji wielkiej majówki miasto, w kompletnym bezruchu ignorując przelatujące mu nad głową komary i muchy.
Czujne nozdrza zaczynają się jednak poruszać, gdy w pobliżu snuje się Igor z ciastkiem w ręku. Pozorny spokój, buldog jest stworzeniem cwanym i podstępnym, nie otwiera oczu, udając tak uśpionego i niewinnego, jak to tylko możliwe, zdradzają go jednak obracające się w kierunku niosącego przysmak dziecka uszy i lekkie drgania pofałdowanej skóry na karku. W końcu nie wytrzymuje i podrywa się, rozpoczynając wokół Młodego rytualny, żebraczy taniec, coraz to łypiąc okiem na Matkę, czy się przypadkiem nie ulituje i nie postanowi uraczyć swojego rozkosznego koto-psa choćby okruszkiem apetycznego piernika.
Moje nieugięte spojrzenie jest wyraźnym znakiem. Czworonożny sztukmistrz spuszcza głowę i oscentacyjnie zrozpaczony drepce z ociąganiem w kierunku słonecznej plamy na balkonowych kafelkach. Uśpiony szumem przejeżdżających samochodów, snuje w swojej kwadratowej główce kolejny, podstępny plan. Jestem gotowa założyć się o cztery piwa, że następnym razem postanowi wykorzystać nieuwagę Igora i sam poczęstować się ciachem...
Komentarze
Komentarz?
Załóż konto i/lub zaloguj się by skomentować ten wpis

Maciek napisał(a):